Do meczu z gospodarzem nasze koszykarki podeszły niezwykle profesjonalnie i w pełni skoncentrowane. Najpierw znakomitą skuteczność w ataku pokazała Klaudia Niedźwiedzka. MVP pojedynku pięciokrotnie trafiła za trzy jeszcze przed przerwą. W końcówce natomiast arcyważne dwa rzuty zza łuku wykorzystała Kinga Banach, a pod koszem wielką dojrzałość pokazała Natalia Popiół.
Jednak cichym bohaterem starcia została Weronika Mazur. Trochę z konieczności została wpuszczona na parkiet zaraz na początku meczu i pokazała, że może dowodzić drużyną na poziomie finałów mistrzostw Polski, co zresztą zostanie jeszcze raz powtórzone w tekście. Warto dodać, że zespół wygrał wszystkie cztery kwarty.
Początek spotkania był dominacją gry obronne w obu zespołach. Stąd, przez ponad dwie minuty wynik brzmiał 0:0. Niemniej, nasze zawodniczki przyzwoicie wypełniały założenia. Nie pozwalały rywalkom na wiele, a momentami wręcz wyprowadzały je z równowagi. Z czasem impas ustąpił. Przełamała go Klaudia Niedźwiedzka. Za występ dzień wcześniej pewnie ma do siebie trochę pretensji. W starciu z gdańską Politechniką, przynajmniej w pierwszej kwarcie, wyrosła na czołową postać, a pomogła jej w tym naturalna odwaga, jaką posiada.
Pozytywnych symptomów dało się odnaleźć więcej. Nieoczekiwanie, wobec rozcięcia skóry u Kingi Banach na boisko weszła Weronika Mazur i pokazała, że może dowodzić drużyną na poziomie finałów mistrzostw Polski. Popisała się nawet trafieniem za trzy, dzięki czemu udało się wygrać partię otwarcia 15:13.
W drugiej części, mimo wielu dobrych symptomów, krakowianki musiały dosłownie bić się o każdy centymetr parkietu, żeby cokolwiek wskórać. Przeciwniczki okazywały się groźniejsze niż pierwotnie. Częściej punktowały z daleka, dając sygnał ostrzegawczy, że pewne poprawki są konieczne. Równocześnie, dużo pożytecznej pracy wykonywała m in. Kinga Banach dokładając cenne „oczka” po kapitalnych wejściach. Zaimponowały też Niedźwiedzka, Alicja Grabska i Aleksandra Owca. Wszystkie trzy przymierzyły zza linii 6, 75 m, przy czym ta ostatnia stała w odległości 9 metrów od kosza. Ta seria sprawiła, że gdańszczanki nie zdołały odskoczyć.
Mało tego, na finiszu połowy Wisła CanPack AZS Politechnika przeżywała gwiezdne chwile. Z precyzją snajpera piłkę w obręczy umieszczała Niedźwiedzka. Tuż przed syreną po odważnym wbiegnięciu nie pomyliła się Bożena Puter i długą przerwę spędzono przy rezultacie 38:30.
Zmiana stron przyniosła dość znany już scenariusz. Ponownie główną rolę odgrywała defensywa. Dość powiedzieć, że po 6 minutach wynik trzeciej części kształtował się na poziomie… 2:1 dla ekipy z grodu Kraka! W takiej rzeczywistości podopieczne trenera Wojciecha Downar Zapolskiego zostawiały w rywalizacji serce. Praktycznie każda wybroniona akcja sprawiała wrażenie tej na wagę złota.
Później Szkoła Gortata AZS Politechnika Gdańska przebudziła się. Nagle powstało zagrożenie, ale małopolski kolektyw odpowiedział. Monika Malinowska poprzez zagranie „2+1” i Grabska za sprawą świetnego zbiegnięcia w okolice tablicy dały nadzieję. Przed decydującą batalią klub ze stolicy Małopolski prowadził 48:37.
W ostatniej części nastała nieprawdopodobna walka. Determinacja Wisły CanPack AZS Politechniki była heroiczna. Wielką dojrzałość pokazały Natalia Popiół i Kinga Banach. Podkoszowa inteligentnie znajdowała dla siebie pozycje strzeleckie i dziwnym trafem, akurat tam spadała piłka. Banach z kolei dwukrotnie nie pomyliła się z dystansu. Ona i koleżanki wygrywały wtedy 62:49. Do końca pozostawały 3 minuty.
Tej szansy nie zmarnowano. Koszykarki zachowały czujność i przypieczętowały triumf, który może tylko dodać wiary w siebie.
Wisła CanPack AZS Politechnika Kraków – Szkoła Gortata Politechnika Gdańska 66:54 (15:13, 23:17, 9:6, 19:18)
Wisła CanPack AZS: Niedźwiedzka 18, Banach 14, Popiół 7, Puter 8, Grabska 6, Mazur 5, Malinowska 5, Owca 3.
Szkoła Gortata: Grzenkowicz 13, Śmietańska 12, Ławicka 8, Iwaniuk 8, Haponik 8, Stawicka 2, Krupa 2, Adamczyk 1.



















Dodaj komentarz