Przegrana mimo świetnej gry Karoliny Wilk. Krakowianki minimalnie gorsze w inauguracji

Na starcie sezonu nasza ekipa stoczyła pełen nerwów, emocji i zwrotów akcji pojedynek. Mierząc się z KS JAS FBG Zagłębiem Sosnowiec długo prowadziła, umiała sobie radzić mimo przestojów, imponowała głównie za sprawą kapitalnie dysponowanej Karoliny Wilk, dla której żadne bariery nie istniały. A jednak seria błędów i niewykorzystanych akcji w końcówce sprawiły, że to rywal zgarnął pełną pulę.

Początkowi meczu towarzyszyła pewna dawka niepewności. Gospodynie ewidentnie zamierzały postawić twarde warunki gry i trzeba było sobie w takiej sytuacji radzić. Pomocne okazały się szybkie akcje. Wówczas łatwiej przychodziło znalezienie czystej pozycji i w konsekwencji zdobywanie punktów. Niemal tradycyjnie aktywnością odznaczała się Katsiaryna Pratasevich, dochodząc do piłek przez wielu już skazywanych na stratę. Mnóstwo pracy wykonywała druga podkoszowa, Anna Krawiec. Inteligentnie podłączała się pod akcje i umiała współpracować z resztą ekipy. Dodatkowo, bezpośrednio odpowiadała za obronę mierzącej 195 cm Weroniki Telengi, uchodzącej za silną broń sosnowiczanek.

Taka postawa, uzupełniona o pełne energii obwodowe, czyli Kamilę Ciężadło i Alicję Grabską zaowocowała pierwszym, pozytywnym symptomem. W połowie kwarty, dzięki trafieniom z dystansu obu zawodniczek wynik brzmiał 14:6.

Niemniej, należało mieć się na baczności. Nasza defensywa popełniała pewne błędy, dając choćby rozpędzić się rosłej Martynie Stasiuk. Właśnie ona dała sygnał do boju swojej drużynie. Uczyniła to na tyle skutecznie, że wkrótce potem to KS JAS FBG Zagłębie znalazło się minimalnie z przodu. Dopiero wchodząca z ławki Karolina Wilk wyprowadziła zespół z krótkiego marazmu efektownym rzutem za trzy.

Ten impuls był niezwykle cenny. Mimo, iż pojedynek trwał stosunkowo niewiele minut to intensywne tempo dawało się we znaki. Good Lood AZS PK umiał wydobyć z siebie prawdziwą wolę walki. Niekoniecznie od razu umieszczał piłkę w obręczy, ale wymuszał gro przewinień, po czym przychodziły rzuty osobiste. W tym elemencie brylowała m in. Natalia Popiół. Posługując się nieco kolokwializmem, niektórzy do takich drzwi baliby się zapukać. Pochodząca z Nowego Sącza koszykarka wyważała je bez strachu.

Gdy dodamy fakt, że drugą część kapitalnie zaczęła Wilk, uzyskując pięć „oczek” pod rząd, otrzymujemy ponownie obraz o barwach zbliżonych do tęczy. Dobremu nastrojowi dała się ponieść też Krawiec. Odznaczała się niesamowitym poświęceniem w tylnej formacji i udowodniła, że posiada instynkt snajperski przymierzając zza linii 6, 75 m. Po tych wydarzeniach krakowianki osiągnęły najwyższe dotychczas prowadzenie 35:20.

Wreszcie kontrolowały wydarzenia, nie dając ponieść się żadnym emocjom ani zrywom konkurenta. Zresztą te ostatnie następowały coraz rzadziej. Widać, że z trudem przychodziło mu dotrzymanie kroku rozpędzonemu klubowi ze stolicy Małopolski, mającemu w szeregach odznaczającą się godnymi podziwu dojrzałością i spokojem Wilk. W dużej mierze za jej sprawą długą przerwę spędzono przy rozrachunku 42:29.

Istniało prawdopodobieństwo, że 15 minut odpoczynku pozwoli miejscowym złapać oddech i znów ruszyć do boju. Stąd, ważny wydawał się start trzeciej partii. Ten, na korzyść musi bez dwóch zdań zapisać sobie kolektyw z Sosnowca. Wykorzystał powstały impas w szeregach przyjezdnych i powoli odrabiał straty. Oprócz wymienianej, zaangażowanej we wszelkie zagrania Stasiuk dawały o sobie znać Telenga czy Małgorzata Zuchora.

Emocje w hali przy ulicy Żeromskiego nastały na nowo i wiązały się ze sporym zamieszaniem. Krakowskie zawodniczki dzielnie poszukiwały swojego, normalnego rytmu. I gdy sprawy zdawały się podążać w bardzo złym kierunku, kolejny już raz niczym prawdziwa ostoja objawiła się Wilk. Różnica między obiema stronami zmalała do dwóch „oczek”, zaś nasza obwodowa wycelowała zza łuku, oddalając zagrożenie. Ze wsparciem pospieszyła jej Popiół i w decydującą batalię udało się wejść przynajmniej z minimalnym poczuciem komfortu w postaci rezultatu 53:44.

W trakcie ostatniej rozgrywki obserwowano prawdziwą bijatykę w sportowym tego słowa znaczeniu. Nieznacznie uprzywilejowane położenie Good Lood AZS PK nie oznaczało, że można osiąść na laurach. Co gorsza, wciąż pojawiające się błędne decyzje nie przybliżały do sukcesu. Nasz zespół posiadał wszystkie argumenty, żeby postawić na swoim, jednak brakowało konsekwencji, momentami decyzyjności.

Nadzieje na zwycięstwo przedłużyła, a jakże, Wilk, znakomicie celując będąc daleko od obręczy. Niestety później, zmarnowane dogodne okazje, zbyt późna reakcja pod własną tablicą stworzyły jeszcze jedną szansę KS JAS FBG Zagłębiu. Skorzystało z niej i we wręcz nieprawdopodobnych okolicznościach zapewniło sobie triumf 66:65. To cenna lekcja, z której krakowianki muszą wynieść wnioski.

KS JAS FBG Zagłębie Sosnowiec – Good Lood AZS PK Kraków 66:65 (18:25, 11:17, 15:11, 22:12)

KS JAS FBG: Telenga 15, Stasiuk 14, Wojtala 12, Zuchora 11, Kaczor 6, Dziwińska 2.

Good Lood: Wilk 17, Grabska 13, Pratasevich 10, Popiół 7, Rafałowicz 6, Krawiec 5, Ciężadło 3, Krzywoń 2, Banach 2.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.