Zwycięstwo i porażka trzeciego dnia turnieju

Sobota okazała się dniem pełnym wyzwań dla krakowianek, nie tylko stricte sportowych. Najpierw, stoczyły wyrównaną batalię z AZS-em Uniwersytet Warszawski i mimo chęci, zmęczenie dało o sobie na tyle znać, że wcielanie w życie założeń taktycznych przychodziło z ogromnym trudem. Między innymi dlatego, triumf przypadł rywalkom. Za to wygraną odniósł skład zestawiony na drugi pojedynek, z Contimax MOSiR Bochnia. Sztab szkoleniowy pozwolił zagrać nominalnym rezerwowym, które zakończyły występ korzystnym wynikiem

Mecz z Warszawiankami przybrał obraz inny niż te, wcześniejsze z udziałem naszego zespołu. Chęci nikomu nie można było odbierać, natomiast pewnie nagromadzone zmęczenie, a być może również znużenie powodowały, że nie przychodziło łatwo narzucenie własnych warunków, choć szanse ku temu się pojawiały.

Na plus na pewno należało wyróżnić Annę Krawiec, która okazała się wiodącą postacią kolektywu. Zaprezentowała swoją wszechstronność, radząc sobie z rywalkami praktycznie w każdej odległości od obręczy. A im bliżej niej się znajdowała, tym zagrożenie wzrastało. W dużej mierze dzięki niej pierwszą kwartę udało się rozstrzygnąć na korzyść gospodyń 21:17. Pomogła również Karolina Wilk, przymierzając za trzy niedługo przed krótką przerwą.

Chyba najlepiej, jeżeli chodzi o krakowską drużynę wypadła pierwsza faza drugiej partii. Poprawiła obronę i efekty przyszły błyskawicznie, o czym świadczy wynik 28:17, jaki brzmiał po 14 minutach zmagań. Poziom nadal trzymała Krawiec, absolutnie najlepsza tego popołudnia w szeregach miejscowych. Niemniej rywalki wkrótce zareagowały. Trzeba przyznać, że podeszły do potyczki odpowiednio skoncentrowane. Mądrze rozgrywały piłkę i robiły użytek ze swoich podkoszowych. Trzymały rękę na pulsie. Jeszcze przed przerwą, za sprawą Kamili Ciężadło zdołano zażegnać niebezpieczeństwo, lecz druga połowa była już mniej korzystna.

W samej trzeciej partii krakowianki straciły 31 „oczek”. Brakowało nawiązania do fragmentów choćby z drugiej części, gdy za sprawą defensywy inicjatywa znajdowała się bez dwóch zdań po stronie małopolskiego kolektywu. Przyjezdne konsekwentnie walczyły i niebawem przechyliły szalę zwycięstwa.

Ekipa z grodu Kraka notowała przebłyski. Autorka jednego z nich, Agnieszka Krzywoń, jakby chciała dać sygnał, że nie wszystko jest zaprzepaszczone, jednak zdarza się, że głowa chce, ale reszta ciała już niekoniecznie. W AZS-ie Uniwersytet Warszawski kapitalnie spisywała się Izabella Tkacz, która łącznie uzbierała 25 punktów i 14 zbiórek. Właśnie ona wiodła koleżanki w kierunku triumfu.

Podczas decydującej batalii pojawiał się cień szansy, że rezultat 52:60 brzmiący na jej starcie krakowskie zawodniczki odmienią. Wyszarpywały z siebie rezerwy sił, aczkolwiek cel się oddalał. Minutę przed końcem, zawsze ambitna Ciężadło zmniejszyła straty do czterech „oczek”. Praktycznie w pojedynkę, tyle że więcej nie wskórano. To nauczka i zarazem przestroga, bo w przyszłym tygodniu startuje sezon ligowy i trzeba być optymalnie przygotowanym.

Good Lood AZS PK Kraków – AZS Uniwersytet Warszawski 64:70 (21:17, 16:12 15:31, 12:10)

Good Lood: Krawiec 18, Ciężadło 11, Banach 8, Krzywoń 8, Popiół 6, Wilk 5, Rafałowicz 4, Pratasevich 2, Homoncik 2.

AZS: Tkacz 25, A. Piech 18, Swieżak 12, Krzyżaniak 6, G. Piech 5, Wiśniewska 4.

W drugim pojedynku, z Contimax MOSiR Bochnia, sztab szkoleniowy pozwolił zagrać koszykarkom, które wcześniej otrzymały mniej minut do zaprezentowania własnych umiejętności. Po nerwowym starcie, wraz z biegiem minut dość wyraźnie przejęły kontrolę nad wydarzeniami.

Zgodnie z przypuszczeniami, kręgosłup zespołu stanowiły postaci charakteryzujące się największym ligowym stażem. Kinga Banach, Kamila Ciężadło czy Monika Malinowska pod względem jakości przewyższały drugoligowego konkurenta, dlatego jeszcze przed długą przerwą wygrywały 39:19.

Największą zaletą tej potyczki była możliwość przećwiczenia różnych zagrywek taktycznych. To stwierdzenie dotyczyło trenerów obu klubów. Drużyna Macieja Starowicza dała wielki pokaz ambicji. Sportowe umiejętności jego zawodniczki wciąż nabywają, niemniej parę udanych zagrań pod rząd wystarczyło, żeby uwierzyły w siebie i jednocześnie poczuły godną pozazdroszczenia satysfakcję. Te małe kroki się docenia.

W ostatniej kwarcie, występujący w eksperymentalnym zestawieniu Good Lood AZS PK Kraków znów włączył wyższy bieg i jednocześnie wykonał zadanie należycie. W niedzielę natomiast, o godzinie 12 podejmie Olimpię Wodzisław Śląski.

Good Lood AZS PK Kraków – Contimax MOSiR Bochnia 61:49 (16:10, 23:9, 8:21, 14:9)

Good Lood: Popiół 15, Owca 13, Pasek 10, Malinowska 9, Ruta 7, Banach 5, Ciężadło 2.

Contimax MOSiR: Klimas 10, Boczek 9, Rak 9, Poradowska 8. Puter 6, Natkaniec 4, Fortuna 3.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.